Czyli amperomierz.
Od dawna zamierzałam poświęcić mu notkę, a teraz jak skończyło się zamieszanie magisterskie wreszcie to robię:)
Właściwie nie jest już tym czym był kiedyś, razem ze swymi wnętrznościami utracił swą istotę. Już nie dokonuje pomiarów- teraz jest czymś w rodzaju tajnego pudełka na różne tajne przedmioty.
Przywędrował z radomskiego Pronitu hm.. a właściwie znalazł go Dobry Wujek i przyniósł mi znając moją pasję do śmieci :p
Pomimo tego, że według takiego czegoś jak niepisany "honorowy kodeks eksploratorów", nie bierze się nic z miejsc eksplorowanych i zostawia się je dokładnie w stanie jaki się zastało, ja łamię nagminnie tą szlachetną zasadę i znoszę do domu różne dziwne obiekty. Nie znoszę dewastowania i niszczenia ruder, ale lubię przygarnąć jakiś zapomniany przedmiot.
Nie mam nawet za bardzo wyrzutów sumienia- daję tym rzeczom drugie życie, ratując przed roztrzaskaniem bądź powolnym rozkładem. Taki np amperomierz- leżałby teraz na zimnej podłodze starej fabryki, zapomniany i zardzewiały, a tak- stoi sobie na półeczce, w domowej atmosferze i buja się po internecie:p
W domu mieszka coraz więcej "śmietnikowców":p jak na przykład telefon
lub królik
lub szafka
:)
zajebista szafka. opieprzyłam piwersa ze nie ogarnął jej dla mnie ale w końcu to wasz śmietnik nie mój :D
OdpowiedzUsuń