Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mołdawia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mołdawia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 maja 2011

Na łokatach szumi woda, a Dniestr czysty, jak zwierciadło

W oczekiwaniu na zdjęcia z Krajowej i Klużu, pomyslałam że nadrobię różne zaległości, np zaległość mołdawską i napiszę że Dniestr to wieeelka rzeka;)  Nie widziałam chyba nigdy tak imponującej rzeki. Jak jechałyśmy autostopem z Orchei Vechi do Kiszyniowa, to miły pan specjalnie nadrobił trochę drogi żeby nam pokazać Dniestr (czyli Nistru).





Na filmiku słychać jak wieje, pan w niebieskim sweterku to nasz kierowca,
to miejsce to elektrownia wodna koło miasta Dubosary, nie wolno robić zdjęć ani kręcić się za bardzo (pilnuje pan milicjant którego też widać), bo zapora to też granica między "właściwą Mołdawią" a zbuntowanym Naddniestrzem.


Ech Nistru..:p


:D

środa, 20 kwietnia 2011

... leniwa środa....:p

Zgodnie z przewidywaniami- środa taka sama jak wtorek, ławczka, słoneczko, książka... To jest życie:)


   

Potem obiad- po piętnastym zaczyna się dla mnie "koniec miesiąca" :D więc moje zakupy stają się mniej obfite...:p

1 cebula, 1 cukinia i piwo :p Wszystko za 2,5 zł :)
Pyszny obiad:


A teraz, po obiedzie pożyczę rower od Jonasa (właciwie to zardzewiały rzęch z kołem kolebiącym się na boki:p) i się przejadę do lasu.

Dla zainteresowanych- mołdawskie ska- Zdob şi Zdub, polecam bo fajne!:) (zagrali na Przystanku Woodstock w 2005 roku)

wtorek, 12 kwietnia 2011

Zmęczona zmęczona zmęczona czyli Mołdawia cz.4

6.46
Grupa się podzieliła na "francuskie pieski" i "niezniszczalnych zdobywców". Dwie z nas pojechały wczoraj do domu, bo zmęczone, zimno i chcą do domu,  a ja z Rafu zostałyśmy dzień dłużej. Wykorzystałam ten dzień na wizytę w 2 muzeach (archeologiczno-historycznym i historii naturalnej czyli zwierzątka, roślinki etc) i połażenie po mieście. Bardzo miło. W pierwszym udało mi się zbajerować panią i wejść za darmo, w drugiem niestety już nie i musiałam zapłacić 10 mołdawskich leji czyli około 2,5 zł, co było dla mnie sporym ciosem finansowym;p)
Wieczór kolejny raz w Albionie (podobno najstarsza rokowa knajpa w mieście, ale z wystroju bardziej Gorączka;p)
Teraz jest już dzień następny, kolejny skacowany poranek po 3 godzinach snu, jedziemy busem do Iasi, żeby uniknąć ponownych problemów z przekroczeniem granicy.


 10.35
Ciągle w busiku:p Mimo że Iasi jest odległe od Kiszyniowa o niewiele więcej niż 100 km, jedzie się naprawdę dłuuuugo (daje to pewne wyobrażenie o stanie mołdawskich dróg- okazuje się że w Rumunii mają świetne drogi!:p)
 Przekroczenie granicy zajęło około 45 minut, dwukrotnie musiałyśmy pokazywać plecaki i opowiadać o celu naszej podróży.  Naprawdę celnicy się porządnie wysilają żeby nie przeoczyć nic podejrzanego:p
Przed nami 700 km autostopem do Aradu- to będzie długi dzień...:p



4. 44
Ok, udało się, dojeżdżamy do Aradu. Nie będę pisać nic więcej bo już widzę białe jednorożce ze zmęczenia,
myślałam że po powrocie będę miała tydzień na odpoczynek i detosykację, ale okazuje się że coś mi się pomerdało i jadę do Oradei już w TEN wtorek, czyli pojutrze :p
Będę potrzebowała porządnego sanatorium po tym całym wolontariacie:p
Bez odbioru.

Huragan we włosach czyli Orheiul Vechi czyli Mołdawia cz.3

13.10
Pierwszy raz w życiu łapałam stopa podczas gradobicia:p Niezwykle intensywne przeżycie, polecam, ponadto wyjątkowo skuteczne- 2 minutki i już jedziemy z miłym panem. Właśnie jedziemy do wioski pod Kiszyniowem, Orheiul Vechi, gdzie jest klasztor wykuty w skale, jedna z głównych atrakcji turystycznych Mołdawii (podobno:)


Co do wczorajszego wieczoru- dziewczyny były zmęczone więc odpuściłyśmy nocne wyjścia i zostały w kuchni z 2 butlami piwa i palinką (taka nasza śliwowica) Clubbing przesunięty na dziś :p

piwo Kiszyniów:

piwo Arsenał: (choć w Mołdawii są 2 języki oficjalne- mołdawski (czyli de facto rumuński) i rosyjski, stanowczo dominuje rosyjski, wiele osób nie zna i szczerze pogardza rumuńskim, dlatego miałam np problemy w supermarkecie z zakupem serka, bo wszystko w rosyjskim alfabecie!)  



 22.16
Prawda to była co pisali w przewodniku- monastyr naprawdę uroczy i warto było się przejechać.
Przy okazji doświadczyłyśy mołdawskiej serdeczności-  jesli któś się boi autostopować w Mołdawii to niepotrzebnie- ludzie są wyjątkowo pomocni (jechałyśmy np we 3 na jednym siedzeniu ciężarówki, zabrali nas również ludzie którzy jechali małym autkiem w 3 osoby- wzięli nas czyli kolejne 3 osoby, a potem jeszcze dołożyli jedną babuszkę która stała na przystanku, czyli jechaliśmy szczęśliwie w 7 osób... :p)

Do samego klasztoru musiałyśmy podejść 5 km, ale widoki naprawdę miłe dla oka więc nie szkodzi. (jest tu legenda, że gdy Bóg rozdawał wszystkim narodom ich ziemie, zapomniał o Mołdawianach i ponieważ nie miał dla nich już ziemii gdyż cała była rozdana, żeby im to wynagrodzić dał im kawałek raju- dlatego w Mołdawii krajobrazy są takie sielskie, ładodne i piękne. Potwierdzam, legenda nie kłamie.)
Pogoda ... hm...interesująca :p ale dokładnie w momencie kiedy znowu zaczęło walić gradem, podwiózło nas małżeństwo które również potem zabrało nas z powrotem do samego Kiszyniowa :)



 

                             

Monastyr położony na skale nad przepaścią nad prawym dopływem Dniestru,  robi wrażenie, mnisi żyli w tamtejszych jaskiniach już od XIII w.


  


 Teraz siedzimy w restauracji i wcinamy placinte, potem zasłużone wyjście do kanjpy:) (placinta to jakby gruby naleśnik z różnego rodzaju farszem, np serem, lub ziemniakami i grzybami, lub mięsem, lub kapustą etc:)


P.S. Z dedykacją dla Rewelejszona- wiem że docenisz dorodną szatańską kozę :P
(w tle słychać huragan z tytułu posta- naprawdę cały czas wieje jak jasna cholera)

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Ponurość czyli Kiszyniów czyli Mołdawia cz.2

13.25
Właśnie jedziemy trolejbusem (tak, mają tu trolejbusy, w Oradei też mają, w Aradzie tylko autobusy i tramwaje) do centrum Kiszyniowa. Po nocy spędzonej na podłodze w brudnym mieszkaniu w burym blokowiszczu, trzęsąc się z zimna, jestem w pełni gotowa na eksplorację miasta:)
Kiszyniów jest podobno jedną z najzieleńszych stolic Europy.. hm... nie było mi dane tego doświadczyć, może nieodpowiednia pora roku..? W każdym razie, to najbrzydsze miasto jakie w życiu widziałam, ponure, bure i brudne :p
Poza tym nie ma tu nic do zobaczenia, właściwie żadnych zabytków, jak wyczytałam na jakimś forum: "W Kiszyniowie to bardziej polecam pić, niz zwiedzać:)"
Co oczywiście nie znaczy, że mi się ogólnie nie podoba, bardzo mi się podoba! Dużo smiesznych autek, bardzo ciekawe miejsce:)



Łuk triumfalny przed parlamentem, bardzo szerokie ulice tam mają (żeby jakby co rosjanom było wygodnie najechać zachód... :p)


  





ciekawostka autobusowo/trolejbusowa: nie kupuje się biletów w kioskach i nie kasuje w mpk- bilety sprzedaje pan/pani w fartuszku jeżdżący w autobusie. Obserwuje kto wsiada na danym przystanku po czym podchodzi do niego z bloczkiem i sprzedaje bilet. Wygodne, choć z drugiej strony nie da się jeździć na gapę:p (bilet 0,50 zł)






Ostatnia ciekawostka na dziś: paczka papierosów kosztuje tu ok 2- 3 zł (L&M 2 zł, Lucky Strike 2.3 zł, Davidoff 5 zł:) a zioło kupuje się nie na gramy, ale na szklanki:p (szklanka za ok 120 zł :D)

- Do U want to go to Moldava with us? - Mmm..Why not!:) czyli Mołdawia cz.1

W sposób dość niespodziewany pojechałam z dziewczynami do Mołdawii do Kiszyniowa na 5 dni. Pomyślałam sobie, że może to jedyna okazja żeby zobaczyć ten dziwny kraj, więc jak dostałam tę propozycję- długo się nie wahałam:) Oto relacja na żywo:)


8.15
Ruszamy pociągiem do Iasi. ( ok  80 zł za 730 km)  Pobudka o 6.30 daje się już we znaki a przed nami 14,5 h jazdy:p Siedzimy w przedziale z 2 dziadkami i jakimś chłopcem, naprawdę mam nadzieję że szybko się stlenią:p Bedziemy na miejscu ok 22, nocleg w hostelu i rano stopem do Kiszyniowa.


14.45
Nie jest źle:) Najgorsze były chyba pierwsze 2 godziny, teraz jakoś się jedzie. Pogoda cudna, krajobrazy za oknem też, Bukowina faktycznie jest wyjątkowa.
Czytam sobie książkę, śpię i gapię się przez okno, w słuchawkach obowiązkowo Opeth, który jest moją "muzyką do podróży" od lat.
Knujemy też chytry plan zakupienia na następnej stacji piwa:p


17.26.
Plan wykonany, piwo wypite:p Kupiłyśmy je od baby sprzedającej jedzenie w pociągu, o dziwo- było nawet zimne:p 3 minuty nieba:p (tyle nam zajęło opróżnienie puszki)

Poza tym, tu jest przepięknie! Lasy, doliny, ech..:p
Z ciekawostek zoologicznych- widziałam do tej pory owce (dużo owiec), kozy (też takie długowłose ;p), bażanta, kilka chudych krów, sarenkę i niezidentyfikowane coś przypominające wielbłąda... (?):p


  

00.41
Zmiana planów- nie nocowałyśmy w Iasi, tylko od razu wsiadłyśmy w taksówkę, która zawiozła nas prosto na granicę mołdawską. Na miejscu okazało się, że pieszo granicy nie przejdziemy bo nie wolno, więc postałyśmy sobie bezradnie przemarznięte do szpiku kości jakieś 45 minut czekając na jakikolwiek samochód jadący w tamtą stronę i stwierdziwszy że sytuacja jest beznadziejna poszłyśmy do najbliższego baru szukać pomocy.


(Byłyśmy w barze nie lada atrakcją:p) Udało się załatwić auto które właśnie nas wiezie do Kiszyniowa. Kierowca nie ma zębów i nie zna drogi, ufam jednak że dotrzemy na miejsce:)